Zdzisław Gajda: Medale medyczne Małgorzaty Kot


"Medalierstwo, podobnie jak inne dziedziny sztuki, zawsze odzwierciedlało różnorodne zjawiska życia ludzkiego. Było świadectwem działalności zrzeszeń społecznych, kroniką wydarzeń historycznych w dziejach narodu, a nawet zbiorem pamiątek z uroczystości rodzinnych poszczególnych osób. Przede wszystkim jednak odegrało ważną i skuteczną rolę jako czynnik propagandowy w podniesieniu zasług ludzi wybitnych. Ze względu na dużą stosunkowo liczbę wytwarzanych egzemplarzy, miniaturowe rozmiary, niską cenę i trwałe niezniszczalne tworzywo - medale i plakiety portretowe od kilku stuleci obiegały wszystkie warstwy społeczne i docierały do najodleglejszych zakątków kraju, a nawet nierzadko za granicę. Uwolnione z ram powszechnej użytkowności służyły wyłącznie do wyrażania idei. Jako dokument minionych epok oddały też wielkie usługi historii medycyny". (Kazimiera Sokołowska-Grzeszczyk)

 

W latach międzywojennych zaniedbano honorowania w ten sposób pamięci lekarzy. Po wojnie nawiązał do tego zwyczaju w Krakowie prof. Mieczysław Skulimowski, ówczesny kierownik Katedry Historii Medycyny AM. Nie pozostawało nic innego jak iść tym śladem. Nawiązaliśmy kontakt ze zbieraczami medali medycznych (Sonnenschein - Kalifornia, Bouvy - Holandia, Obermajer - Czechy), dzięki czemu można było powiększyć posiadany zbiór, a nawet podwoić go. Nawiązaliśmy też kontakt z artystami medalierami, spośród których najowocniejsza okazała się współpraca z Małgorzatą Kot.

Medal ku czci jakiejś osoby, a nie wydarzenia, musi być z założenia medalem portretowym. Upadek sztuki portretu jest widoczny. Tym cenniejszy jest talent artystki, która potrafi swój kunszt pogodzić z utrwaleniem podobieństwa osoby portretowanej - pisze autor we wstępie do publikacji.

I dalej: Ta współpraca stała się również przygodą dla mnie. Poniższy tekst ma być opisem moich starań o przypominanie i utrwalanie pamięci wybitnych postaci polskich, zwłaszcza polskiej medycyny, poczynając od krakowskiej, której osnową jest nade wszystko twórczość Małgorzaty Kot, gdyż bez Niej całej tej przygody by nie było. Niech będzie ona dowodem, że sztuka jest nam potrzebna, że bez niej nasze życie kulturalne - ba! - duchowe byłoby uboższe, ale musi to być wykwit autentycznego talentu, a nie próba wyjścia poza swoje ograniczenia za cenę eksperymentu, czasem żałosnego.

W dziejach krakowskiej medycyny znany jest przypadek lekarza, który dla sztuki, dla swego talentu, porzucił medycynę i został - trudno uwierzyć - profesorem Akademii Sztuk Pięknych. To był Henryk Kunzek. Jemu też należy się medal, będzie on symbolicznym wyrazem uznania dla tych lekarzy, a jest ich sporo, którzy swój czas odpoczynku, relaksu poświęcają sztuce, chwytając za ołówek lub pędzel, czasem za dłuto, dając wyraz swemu talentowi i potrzebie poszukiwania piękna.

Zdzisław Gajda, Medale medyczne Małgorzaty Kot, Wydawnictwo Krakowskiego Towarzystwa Miłośników Historii Medycyny

 




POLECAMY RÓWNIEŻ